Psiaki.net.pl

Wypowiedzi użytkownika

 
Posty użytkownika
 
AutorWypowiedź
 

Temat: fajna stronka
rzeczywiście bardzo ładne są te witraże. świetny pomysł na prezent.
:)

Temat: Mojemu pieskowi ropieją oczy
Hej, proponuję wizytę u lekarza weterynarii. jeśli to zwykłe zapalenie spojówek to lekarz wyleczy to w tydzień. Jeśli to coś poważniejszego to też dowiesz sie tego w gabinecie. Pies może mieć np. niedrożne kanały łzowe.
Myślę jednak, że skoro to co wycierasz nazywasz "ropą" to pies po prostu się przeziębił. Możesz kupić w aptece krople do oczu ze świetlika, ale i tak lepiej odwiedzić lekarza.
pozwodzeni i zdrówka dla pupila.
ps. daj znać jak on się czuje
:)

Temat: 10 najbardziej nieposłusznych ras psów
znalazłam na onecie taki artykuł, zgadzacie się?
http://pies.onet.pl/927,1,1,10_najbardziej_nieposlusznych_ras_psow,galeria.html
:)

Temat: magiczne 63 dni...
Hodowcy, nareszcie jest możliwość zobaczenia rozwoju szczeniąt z każdego dnia ciąży....
super !!!
http://www.rr.sk/modules.php?name=Preg_kal
:)

Temat: W łonie matki...
Dostałam link do rewelacyjnego filmu. Jest to dokument pokazujący trzy rasy psów i wilka od poczęcia do narodzin. POLECAM :)
http://pl.sevenload.com/filmy/CdCRqEH-W-lonie-matki-Psy
:)

Temat: Jaki Psiak dla 5 latka?
Witaj andrzejus !!!
skoro to ma być piesek dla dziecka, to należy przyjrzeć się zachowaniu syna. jeśli dziecko jest już na tyle rozsądne, ze można mu wytłumaczyć, że pieska np. nie wolno ciągać za ogon, albo wsadzać paluszków w oczka, albo przytulać jak pluszową zabawkę to rozmiar psa nie powinien mieć znaczania. Jeśli dziecko jest raczej ruchliwe, szybkie i jeszcze po prostu zbyt małe to lepiej poszukać psa rasy średniej lub dużej. małe rasy psów z reguły nie są tolerancyjne wobec dzieci, co wynika z ich niedużego wzrostu i obawy o własne życie. na pewno piesek powinien być z z ras tzw. łagodnych. Oczywiście jeśli masz dużo wolnego czasu możesz kupić np. amstafa, ale należy od szczeniaka szkolić go pod okiem fachowca. Najlepiej wybrać konkretną rasę uwzględniając warunki mieszkaniowe, możliwości finansowe, wolny czas i ewentualną alergię u dziecka i poszukać hodowcy konkretnej rasy. Następnie umówić się na spotkanie i pojechać z dzieckiem do hodowli - sprawdzisz czy synek nie jest uczulony na sierść, a ty będziesz mógł ocenić czy dana rasa Ci odpowiada, jej zachowanie wobec małego dziecka. Oczywiście w skrajnych przypadkach występują osobniki wykazujące agresję nawet u labradorów, ale nie należy się tym przejmować, tylko dokładnie sprawdzić danego hodowcę - poczytać na forach, popytać w oddziale związku kynologicznego. Pamiętaj żadna rasa nie rodzi się ułożona i grzeczna, każdego psa trzeba wychować.
Obecnie popularne rasy, które świetnie wytrzymują "głaskania i przytulania" dzieci to golden retriver, labrador retriver, border collie, różne spaniele, boxer, różne dogi, pinczer średni, airedale terrie i czarny terrier.
:)

Temat: pielęgnacja psa zimą
Przyszła zima, naszym kanapowym pupilom marzną łapki. Trzeba o te małe łapki zadbać. Na rynku można kupić specjalne środki chroniące przed wilgocią i solą, ale najlepiej skorzystać z pomocy specjalisty. Wizyta w psim salonie to nie tylko nowa fryzurka, ale również szereg zabiegów kosmetyczno – higienicznych. Należy pamiętać, że nie tylko łapki są narażone na czynniki zewnętrze. Niestety u psów długowłosych lub małych ras wzmocnionej pielęgnacji wymaga również sierść. Każda rasa wymaga innych zabiegów pielęgnacyjnych, jednak np. przycinanie pazurów tyczy się wszystkich. Terierom np. trzeba wyskubywać włosy z uszu, jest to zabieg nieprzyjemny dla psa jak i dla właściciela, a jeśli poprosimy o pomoc groomera lub też lekarza weterynarii mamy szansę zmniejszyć ryzyko stresu naszego pupila. Należy pamiętać, że lekarze to ludzie którzy uczyli się wiele lat po to żeby leczyć zwierzaka, a nie po to żeby zajmować się jego pielęgnacją, wiec jak trzeba przyciąć pazurki to nie zawracajmy lekarzowi głowy, niech zrobi to groomer. Poza tym lekarz jeśli samodzielnie nie zdobył wiedzy o sposobach pielęgnacji i strzyżenia rasowego psa to niesyty nie wie jaki jest wzorzec konkretnej rasy np. która część bobtaila ma być szorstka, a która gładka i dlaczego nie kąpie się całego boba przed wystawą.
:)

Temat: Opowieść Wigilijna...
MAGAZYN NIECHCIANYCH PREZENTÓW

Był piękny, mroźny wieczór.
Zza okien ustrojonych migającymi lampkami dobiegały wesołe odgłosy rozmów. Gdzieniegdzie można było usłyszeć fragmenty kolęd, przerywane radosnym piskiem dzieci rozpakowujących swoje prezenty. Wigilia, ten szczególny dzień w roku kiedy wszystko jest jasne, spokojne, radosne; dzień, w który wszyscy powinni się cieszyć.
Spacerując jak zwykle o tej porze pobliskimi leśnymi ścieżkami i rozmyślając nad wyjątkowością tych świąt nawet nie zauważyłem zniknięcia mojego psa. Zdziwiło mnie to, bo zazwyczaj nie gubił się z zasięgu mojego wzroku.
No tak, pewnie przypomniały mu się młodzieńcze czasy – uśmiechnąłem się w myślach, wołając go głośno.
- Co się tak drzesz - powiedział Tofik wyłaniając się zza wielkiej sosny.
Zdębiałem. Mój pies mówił do mnie.
- No przecież jest Wigilia, co nie? Co tak wytrzeszczasz gały.
Wyraźnie MÓWIŁ do mnie!
Nie potrafiłem wydobyć z siebie głosu. To na pewno sen - pomyślałem.
- Jeśli uważasz, że to jest sen to mogę cię uszczypnąć, choć właściwie powinienem raczej powiedzieć ugryźć hehehe - powiedział jakby czytając w moich myślach Tofik. - Nie patrz tak, mamy dziś sprawę do załatwienia.
- Jaką sprawę? - udało mi się wydukać.
- Widziałem ten twój rozmarzony wyraz pyska - odpowiedział Tofik.
Zabiorę cię w miejsce które powinieneś dziś zobaczyć.
- Co to za miejsce? - powoli zaczynałem się oswajać z tą dziwną sytuacją.
- Miejsce, które pozwoli spojrzeć ci na te święta z trochę innej strony - odpowiedział Tofik.
Szliśmy przez las dobrych kilkanaście minut, aż wreszcie wyszliśmy na leśną polankę. Na środku stał duży budynek, a na jego dachu mrugał połamany neon: "MAGAZYN NIECHCIANYCH PREZNTÓW".
Zanim udało mi się rozszyfrować, jaką krył w sobie nazwę, weszliśmy do środka. Światło wewnątrz było bardzo słabe, udało mi się jednak dostrzec szereg regałów, których półki uginały się pod ciężarem różnych przedmiotów. Idąc za moim gadającym psem spoglądałem na półki. Leżały na nich nieprawdopodobne ilości rękawiczek, szalików, skarpetek, pidżam, koszul i koszulek. Trochę dalej stał regał cały załadowany różnego rodzaju kosmetykami i innymi przedmiotami. Po dłuższym marszu stanęliśmy przed szklanymi drzwiami.
- Idź! - powiedział Tofik i delikatnie popchnął mnie nosem.
Przeszedłem przez drzwi i poczułem przeraźliwe zimno. Znalazłem się na wielkim placu otoczonym wysokim żelaznym płotem, przy którym co kilka metrów, przywiązane grubymi łańcuchami, siedziały przeraźliwie smutne psy. Podszedłem szybko do pierwszego z nich. Duży czarny pies rozpłaszczył się na ziemi kiedy chciałem go pogłaskać i patrzył na mnie z przerażeniem.
- Misiek... - zza moich pleców usłyszałem głos Tofika - rok temu, o tej samej porze był rozkoszną małą kuleczką przewiązaną czerwoną kokardką. Wydawało mu się że jest w raju. Ciepły dom, dwójka maluchów ciągle się z nim bawiąca, smakołyki podsuwane na każdym kroku, uśmiechy ludzi odwiedzających właścicieli. Miał wszystko.
- Dlaczego dziś jest tutaj? - zapytałem.
- Trzy miesiące później nie był już małym Misiem. Nikt nie pomyślał, że Misiek potrzebuje spacerów, opieki, zainteresowania, szkolenia. Był przecież taki malutki i rozkoszny. Miał być małym sympatycznym Misiem, a wyrosło z niego wielkie psisko. Dzieci były za małe, rodzice ciągle pracowali, a pies siedział całymi dniami zamknięty w łazience. Z tęsknoty o mało co nie pękło mu serce. Samotny i opuszczony wył całymi dniami, prosząc choć o odrobinę zainteresowania. Nikt go już nie przytulał, nikt nie mówił słodkich słówek. Zamiast tego doczekał się nowego miejsca i nowych właścicieli. Budy, łańcucha i resztek ze stołu u wiejskiego gospodarza. I traktowania kijem kiedy tylko wydał z siebie tęskną skargę. I tak siedzi wspominając te krótkie chwile szczęścia i czeka z gasnącą w oczach nadzieją na swoje lepsze dni.
Oczy Miśka patrzyły błagalnie na mnie gdy go mijałem i podchodziłem do kolejnego psa. Kolejny pies był średniej wielkości. Kiedy tylko do niego podszedłem wskoczył na mnie, brudząc całe ubranie i liżąc mnie wszędzie, gdzie tylko mógł.
- Lucky... - zaanonsował Tofik - pies dogoterapeuta.
- Kto? - zapytałem zaskoczony.
- No pies dogoterapeuta - powtórzył Tofik. - Rok temu znalazł się w domu u autystycznego dziecka. Rodzice przeczytali, że pies doskonale nadaje się do dogoterapii i sprawili mu szczeniaka. Po miesiącu byli bardzo zaskoczeni, że pies zamiast leczyć biega, zamiast leżeć szczeka, zamiast ostrożnie podchodzić do ich dziecka wpada na nie z całym impetem. Jakże to tak. Oczywiście pojęcia nie mieli, że nie każdy pies może być dogoterapeutą, że na szkolenie trzeba poświęcić mnóstwo czasu, że jak każde zwierzę Lucky ma swoje potrzeby. Uznali, że trafił im się jakiś wadliwy egzemplarz i tak Lucky wylądował na łańcuchu.
Lucky wyraźnie zgasł, kiedy go zostawiliśmy.
Przy następnej budzie siedziała sunia. Kiedy tylko nas zauważyła, szybko się do niej schowała.
- Tola, wyjdź! - zawołał ją Tofik. Tola jednak nie wyszła.
- Tola jest psem wycofanym, żyjącym w swoim świecie. Była wykorzystywana w pseudohodowli do masowej produkcji szczeniaków. Szczeniaków takich jak Misiek, jak Lucky i inne, które tutaj widzisz. Rodziła szczeniaki co cieczkę, dostawała ochłapy do jedzenia, miała kojec na podwórku, z błotem zamiast posłania. Ma 4 lata, a wygląda na 10. Kiedy nie mogła już rodzić przywiązano ją wrzynającym się w jej szyję łańcuchem do drzewa w lesie. Przestała być produktywna to trzeba było się jej pozbyć. No, ale tak to już jest, jest popyt to jest i podaż.
- Ale o czym ty mówisz? - zapytałem.
- O czym? Popatrz przed siebie: Misiek, Lucky, Tola, Perełka, Szarik i inne... Chcesz podchodzić do każdego? O każdym mam ci opowiadać? Te wszystkie psy łączy jedna wspólna cecha. Nie zauważyłeś napisu nad wejściem?
Przez moją głowę przebiegało tysiące myśli. Misiek, wigilia, dogoterapia, rękawiczki, szalik, krawat, Lucky...
- Widzę że zaczynasz rozumieć. - z satysfakcją w głosie odezwał się Tofik.
- Tak, te wszystkie psy okazały się nietrafionymi prezentami. Jesteś przecież w magazynie niechcianych prezentów. Każdy z tych psów kiedyś był włochatą kulką zawiniętą we wstążkę i położoną pod choinką.
Popatrz na to i uświadom sobie ilu jest ludzi, którzy traktują żywe stworzenia tak samo, jak rzeczy. Dla których wyrzucenie niechcianych skarpetek jest równie łatwe, jak przywiązanie psa do drzewa, czy też wyrzucenie go z samochodu. Popatrz ilu jest ludzi, którym wydaje się, że nie ma nic weselszego niż słodki szczeniak dla dziecka...
Czy ktokolwiek kupując psa jako prezent zastanawia się nad tym, że zwierzę też czuje smutek, cierpienie, ból?
Pies to najgłupszy pomysł na niespodziankę jaki tylko można wymyślić.
Pies nie może być chwilowym kaprysem.
Decyzja o tym, że znajdzie się w domu musi być świadoma i podjęta przez wszystkich członków rodziny. Co roku do schronisk trafia mnóstwo psów, które okazały się niepotrzebne. Pies nigdy nie powinien być nieprzemyślanym prezentem. Dzieciom zawsze można kupić pieska pluszowego, który nie będzie cierpiał gdy się znudzi i zostanie ciśnięty w kąt.
Zwierzę nie jest rzeczą, nie zapominaj o tym!

Otworzyłem oczy. W kącie pokoju jaśniała duża, piękna choinka. Z kuchni dochodziły cudowne zapachy. Obok fotela, na którym się zdrzemnąłem leżał spokojnie chrapiący Tofik. - Uff, to tylko sen - pomyślałem uradowany. Tofik w tym samym momencie podniósł głowę i popatrzył na mnie wymownie. Albo mi się wydawało, albo mrugnął do mnie okiem.
Wstałem z fotela, włączyłem komputer i zacząłem pisać: Był piękny, mroźny wieczór...
:)

Temat: Jak długo to trwa
kurcze, czekałam pół roku na odpowiedź ze Związku o nadanie przydomka hodowlanego. I właśnie mi przyszło odmowne, bo wszystkie propozycje już istnieją. ale najdziwniejsze jest że moje własne nazwisko jest zarejestrowane ... w Finlandii :P to dziwne! I cóż teraz będę czekać kolejne pół roku - koszmar.
:)

Temat: kilka słów o kotkach
właśnie dostałam to na maila! Życzę miłej lektury i z góry wszystkich przepraszam za wulgaryzmy! :P


Posiadam. Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocie. Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną I trzeszczy- a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu aż raz zapomnę zamknąć terrarium I zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem. Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie wyprowadzanie I sprzątanie Po tym całym tałatajstwie. Jako, że to zawsze lekko olewam I robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki- nie nastręcza MI to wiele problemów. Kot jest do niedawna I do niedawna jest nowy zwyczaj- niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi I może spokojnie pomyśleć. Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść I„myśleć”. Ja jestem stary I się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, Sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wypierdalać więc. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć, Bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane- ja wychodzę I zamykam, ona idzie I otwiera, żeby kot mógł wejść- taka technologia Po prostu. Czasem kot skacze na klamkę ale ma jeszcze zbyt małą wyporność I zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę upierdalał- a wtedy wiadomo- wąż. Dobrze więc- uporządkuję- żona- delegacja, ja praca- wracam, wchodzę do domu kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, Bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem- ja toaletka, okienko uchylam, papierosik (Bo żona będzie za trzy dni- więc spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer na parapecik I patrzymy razem przez okno. No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały skurwiel jak nie śmignie I sru za tym petem z tego parapetu I do kibla. Zakręciło nim dwa razy I kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja pierdolę. Nie ni chuja to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest kurwa za duży- żeby przejść tym syfonem. Ale słyszę tylko pizdut- oż kurwa no to nie mogło mi się zdawać- coś ciężkiego poszło w pion. Kurwa wszyscy święci w trójcy jedyny Boże,ukazał mi się przed oczami. Kot kurwa popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek. Lecę kurwa na dół do piwnicy- choć może powinienem do razu do schroniska- zanim wróci moja żona- nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego skurwiela z białą krawatką, nie było jej kilka dni może się nie połapie. Ale chuj – najpierw do piwnicy- zbiegam Po schodach, słucham coś drapie w rurze, pion kawałek płaskiej rury, miauczy- jest kurwa, żyje I nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie- to chuj przynajmniej będę miał jego truchło I powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, Bo przecież MI baba nie uwierzy za chuja trefla, że kot Sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie I żyje. Znalazłem taki wziernik gdzie można zaglądnąć do tej rury I wołam. Kici kici. Ni chuja, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten kurwa głąb zamiast przyjść do mnie to kurwa chce iść tam skąd przyszedł czyli do góry w pion. Ja go wołam a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów I zjazd w dół. No pojebało I mnie, że tu stoję I jego (kota) Tak przez pół godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem- I ni chuja- uparł się I nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda- fight fire with fire- ogień zwalczaj ogniem. Zatkałem tą rurę przy wzierniku deszczułkami którymi używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej I z buta na górę do kibla- geberit I woda w dół- bombs gone. I bieg do piwnicy. Po drodze słyszę jak się przewala Po rurach- podziałało. Wbiegam do piwnicy I kurwa koniec świata. Nie ma moich deszczułek- no może z jedna, cała prowizoryczna tama poszła w chuj I kota też nie słychać już. Ja pierdolę. Kurwa gdzie at rura teraz idzie- coś mi świtnęło, że kanalizacja w ulicy, dom do ulicy ze 30 metrów- może nie wszystko stracone I gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze. Biegnę na ulicę, jest studzienka- mam nadzieję, że to od mojego domu. Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery- najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl auto stoi na ulicy- mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny- poszło aż zakurzyło. Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie. Smród jak cholera ale złażę tam- ciemno jak w dupie, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka. Kurwa mam w aucie, chujowa ale może starczy. Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije- przywykłem po chwili. Zaglądam i jest oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja pierdolę Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi a na dodatek ktoś mi zwali tą pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości. Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie, taśmy samoprzylepne, plastry żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś wpizdu. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tą otwartą studzienkę nie wpierdolił bo na ulicy ciemno. Sąsiad kurwa- ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc a teraz chuj złamany stoi i się dopytuje. Co mam mu kurwa powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację? Idźżesz w chuj pacanie. Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie też wszystkie otwory bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach- a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą. Niech ma za swoje. Wracając do kota- bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe- więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienką bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie. Kurwa drugi sąsiad przyszedł- po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa- kurwa ludzie to są barany. Idę do domu, obie wanny pełne, ognia- spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma chuja to go musi wygonić albo utopić. Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy a tego skurwiela dalej nie wylało z kąpielą. Kurwa mać- urwało się wszystko w pizdu i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki- w chuj- jak się to gdzieś przytka to będę miał przejebane. Znowu do domu po drugi pogrzebacz bo trzeba zamknąć ten pierdolon dekiel. Wchodzę- a ten skurwiel kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja pierdolę! Jak on kurwa wyszedł- którędy? Ano kurwa wziernikiem w piwnicy- zostawiłem otwarty. Ja kurwa stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli. Zajebie. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. Kurwa mać. Przynajmniej kuleje. Straty- zajebane łazienki, w obu przelała się woda z wanien, zajebana piwnica- bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyjebania, brezent z reklamą firmy- poszedł w chuj, latarka- w chuj, pogrzebacz w chuj. Afera na ulicy jak chuj.
:)

Temat: Pies, ale jaki?
Witaj!
Labrador wymaga oprócz regularnych spacerów możliwości wybiegania się. Jeśli dasz mu możliwość np. aportowania, lub będziesz spacerował przez godzinę po osiedlu to wszystko będzie w porządku. A w weekend możesz poświęcić mu więcej czasu i wyjechać za miasto na kilka godzin, albo zapisać psa do jakiejś grupy psich sportów!
Każdy pies potrzebuje ruchu i zabawy, każdy musi dobrze i zdrowo zjeść i każdy potrzebuje miłości od swojego Pana.
powodzenia
:)

Temat: Rodzynki!!!
Czy to prawda, ze 4 rodzynki na kg wagi ciała psa są śmiertelne?
:)

Temat: fajna stronka
bardzo mi się podoba stronka, ma ciekawą szatę graficzną i jest bardzo czytelna!!!Najważniejsze, że nie wspiera handlu z pseudo hodowli!!!
:)

Temat: rozkoszny szczeniaczek
Witam! kilka miesięcy temu kupiliśmy słodkie małe stworzonko. Sunia miała być piękna i ułożona, a w przyszłości godnie prezentować się na ringu. Miałam marzenie żeby mój piesek był słodki i kochany w domu, a na wystawie ułożony. Jednak już po kilku godzinach od przywiezienia szczeniaczka do domu okazało się, że maleństwo ma w głowie tylko zabawę, psoty i kompletnie nie ma zamiaru poddania się jakimś zakazom. Szybko zapomnieliśmy o wystawach, bo mieszkanie popadało w ruinę. Pogryzione kable od telewizora czy komputera, dziury wydrapane w ścianach, porwana tapicerka, pogryzione nogi od krzeseł, porwane ubrania i kapcie, zjedzone buty i kwiaty. Jednym słowem koszmar. Trzeba było reagować!!! Sami nie dawaliśmy rady. Zaczęliśmy szukać pomocy u fachowców. Pierwszy pan, szanowany członek ZK, hodowca z wieloletnim stażem, itd. - tresował psy przy użyciu siły. Już po pierwszych zajęciach zrezygnowaliśmy z jego usług, bo nie pozwolę nikomu krzyczeć i bić moich psiaków. Potem poszliśmy na zajęcia do Pana, który jest hodowcą, członkiem ZK i posiada uprawnienia pozoranta, szkoli psy dla policji. Ten pan okazał się świetny. Po pierwsze zajął się naszym maleństwem indywidualnie, powiedział, że nie wolno szkolić Yorków przy użyciu siły, tylko metodą nagradzania za prawidłowe zachowanie. Muszę przyznać, ze już po pierwszych zajęciach było widać efekt. Oczywiście ćwiczyliśmy też w domu i na spacerach, ale było warto. Dziś jesteśmy dumni z naszej suni, jest piękna i grzeczna. Jeśli Wasze psiaki są trochę uciążliwe poszukajcie fachowca!!!! My jesteśmy dumni i szczęśliwi z naszej suni!
:)